PROJEKT KLIFY: Wogezy!

Opublikowano przez admin w dniu

Z pamiętnika Żółwika
„Projekt KLIFY”
Dzień 15
26 września 2025 – piątek
Dystans: 5 750 km
„WOGEZY!”

Rano jak zwykle obudziły nas dzieci – one są mistrzyniami w tej grze. Brutalnie budzą nawet jeśli rodzice początkowo nie dają znaku życia…

Tym razem jednak… gra była warta świeczki! Po trudnej pobudce wystarczyło wyjrzeć przez okno i od razu zyskałem siły. Widok na Wogezy był po prostu śliczny. Okazuje się że dom którym postanowiliśmy spędzić noc znajduje się wysooooko nad miasteczkiem Bussang a z okien rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na najwyższy szczyt Grand Ballon (1424 m n.p.m.) oraz przełęcz rzeki La Thur.

Koło południa zapakowani pożegnaliśmy się z naszymi gospodarzami i znowu zaskoczenie. Cytując klasyka „warto rozmawiać” 🙂 Okazało się że synowa Isabelle organizuje koncerty we Francji między Lyonem a Genewą zatem kiełkuje kolejna trasa. Tym bardziej że organizując trasę „Projekt KLIFY” nawiązałem kontakt z organizacjami ze Szwajcarii. Mało brakowało i trasa powrotna Klifów miała zahaczyć właśnie o historyczne terytoria Helwetów.

Co się odwlecze to nie uciecze – w Wogezach było tak pięknie że nabrałem apetytu na trasę koncertową uwzględniającą kraje alpejskie.

Zanim opuściliśmy Francję odwiedziliśmy jeszcze kilka miejscowości między Bussang a Miluzą gdzie w uroczych miejscach zostawiliśmy kamyczki.

Zdradzę że kilka kamyczków znalazło swoje tymczasowe miejsce pobytu u źródeł Mozeli – rzeki przepływającej przez Francję, Luxemburg i Niemcy dzięki której powstają słynne na cały świat wina!

Odwiedziliśmy z kamyczkami również malownicze miasteczko Thann – we wrześniu jeszcze kipiące od kwiatów.

Życie bywa przewrotne – także życie kamyczków. Okazało się że jeden z kamyczków niestety pękł na pół. W Thann zarządziliśmy zbiórkę i wspólnie uradziliśmy że ten jeden kamyczek wraca z nami do Polski i jeszcze w tym roku wróci do Francji! Mimo że trochę inwalida ale na dzień dobry będzie mieć za sobą przebyte około 8000 km.

Dalsza część piątku minęła nam na podróży przez deszczowe Niemcy by znów tradycyjnie około północy wylądować w znanym już Wam Czytelnikom Restauracja Hotel Dworek Szprotawa 🙂

Uściski,
Inula