PROJEKT KLIFY: Powroty

Opublikowano przez admin w dniu

Z pamiętnika Żółwika
„Projekt KLIFY”
Dzień 16
27 września 2025 – sobota
Dystans: 6 350 km
„POWROTY”

Ostatni dzień podróży podszyty jest niemal zawsze pewną melancholią. Jednocześnie emocje po przygodach jakie przyszło nam przeżyć przez ostatnie dwa tygodnie buzują i ciężko skupić myśli na jednej konkretnej rzeczy.

Jeżeli ktoś by mnie zapytał jak było we Francji to nie jestem na tę chwilę w stanie odpowiedzieć – tyle się działo że muszę to wszystko sobie poukładać w głowie. To, co wpisywałem do pamiętniczka to była zaledwie część najbardziej charakterystycznych sytuacji jakie nas spotkały.

Tuż przed obiadem ruszyliśmy ze Szprotawy. Kochana Ciocia Danusia z Restauracja Hotel Dworek Szprotawa jak zawsze dopilnowała żeby nikomu nie burczało w brzuchu w efekcie czego do naszej wesołej ekipy dołączyło stado gołąbków. Naturalnie w liściu kapusty!

Wieczorem zajechaliśmy jeszcze do Krakowa do Damiana i Oli czyli naszej wyśmienitej ekipy filmowej Livefy Visuals która wróciła z Francji samolotem. Przywieźliśmy im sprzęt, który nie zmieścił się na pokład ich odrzutowca i wspólnie spałaszowaliśmy naszych najnowszych gołębich towarzyszy podróży 😉

Z drużyną artystycznej pracowni Renowatoria pożegnaliśmy się pod Zagnańskiem i ruszyliśmy przez ciemne lasy Pasma Klonowskiego Gór Świętokrzyskich w stronę domu. Do naszej chatki w Kosowicach zawitaliśmy tradycyjnie już około godziny 23.

W podróży byliśmy 16 dni. Nocowaliśmy w 9 różnych miejscach, w każdym z nich spędzając średnio 2 dni. Przejechaliśmy łącznie około 6300 kilometrów. Za kierownicą wyjeździliśmy 88 godzin. Na pokładzie busa „TO INULA” zdecydowaną większość trasy prowadziła Gosia. Ja wtedy pisałem pamiętniczek 🙂

Prawdziwym mistrzem jest Kamil, który w zasadzie przejechał całość trasy samodzielnie prowadząc auto ekipy technicznej! NAJWIĘKSZE BRAWA należą się jednak gigantom tej wyprawy – naszym najmłodszym bohaterkom – Juliance, Ulci i Stefie. Dziewczynki wspierały nas w naszej podróży, pomagały nosić instrumenty, sprzęt, śpiewały chórki i… skrupulatnie uwieczniały kolejne etapy podróży malując scenki rodzajowe na kartkach. Jeżeli zastanawiacie się czy tak długa i niestabilna podróż była męcząca dla dzieci w wieku 4, 5 i 6 lat to zerknijcie na jedno z ich dzieł 🙂

Tak naprawdę to była pierwsza tak długa i daleka wyprawa na jaką wybraliśmy się od momentu kiedy zamieszkaliśmy w naszym kosowickim gospodarstwie. Pierwsza rzecz po powrocie – napaliliśmy w piecu kaflowym i na kuchni. To nasze serce domu – podczas remontu zdecydowaliśmy się zostawić te kaflowe cudeńka. Dają ciepło, aromat, wrzątek na herbatę a czasem też i chleby… tak od ponad 80 lat.

Nasz żywy kocio-psi inwentarz przywitał nas niezwykle radośnie. One też nie doświadczyły jeszcze tak długiej rozłąki. Nie obyło się bez łez wzruszenia, ale i żalu bowiem w połowie naszego wyjazdu odszedł od nas jeden z naszych czworonożnych przyjaciół – Kuba. Psi nestor, staruszek mieszkający w gospodarstwie jeszcze długo zanim je kupiliśmy i w nim zamieszkaliśmy.

Późno w nocy grzejąc się w świetle naszego pieca doszliśmy z Gosią do wniosku że symbolicznie nadszedł nowy etap. Kuba przez te 6 lat w trakcie których dzieliliśmy wspólnie podwórko wprowadził nas w życie w Kosowicach. Odszedł dokładnie w momencie kiedy na dobre zapuściliśmy korzenie i tchnęliśmy w obejście nowego ducha.

Ciężko to opisać słowami ale wchodząc do domu poczułem bardzo przyjemny zapach a chwilę później ogarnęło mnie uczucie wdzięczności. Wdzięczności za te przygody które przeżyliśmy we Francji, za rozmowy, uśmiechy, nowe znajomości, horyzonty a przede wszystkim wdzięczności za to że Dom na nas cierpliwie czekał.

Mocno utożsamiam się z „Niespokojnym duchem” z piosenki Gosi – wyjeżdżałem z rodzicami do Francji niemal co roku od momentu kiedy skończyłem 6 lat. Tata dał mi kiedyś pierwszy komiks z francuskiej serii „Asteriks”. Komiksy te opisują przygody dwóch nieustraszonych Galów z wioski w Armoryce czyli nomen omen historycznej krainie na pograniczu Bretanii i Normandii w których graliśmy koncerty i nagrywaliśmy teledysk.

Większość komiksów ze wspomnianej serii dotyczy przygód i podróży dwóch przyjaciół – Asteriksa i Obeliksa. Komiksy niemal zawsze kończą się powrotem bohaterów do swojej Armorykańskiej wioski oraz jako zwieńczenie – wieczorną ucztą.

Zawsze imponowały mi ich przygody oraz to, że po nawet najdalszych podróżach wracali do swojej osady. Być może również dlatego po studiach zdecydowaliśmy się z Gosią wrócić w Góry Świętokrzyskie. Podobnie jak Asteriks i Obeliks dużo podróżujemy i zawsze wracamy do swojej maluteńkiej wioski.

Niech ten ogień z pieca kaflowego będzie namiastką wieczornej uczty przy ognisku. Przy czym u nas nie związujemy bardów!

Patrząc w ten ogień czuję w kościach nowy etap… Podobnie jak w przesiąkniętym Francją filmie „Czekolada”. Ten nowy etap zwiastuje wiatr. Jak z piosenki „Klify”: dobry, ciepły wiatr…

Na tym kończę relację z podróży lecz to nie koniec „Projektu KLIFY”.

Uściski,
Inula